Artur Balazs: Z takim przywódcą jak Grzegorz Schetyna, opozycja nie będzie partnerem dla rządzących

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Kapica
Agaton Koziński

Artur Balazs: Z takim przywódcą jak Grzegorz Schetyna, opozycja nie będzie partnerem dla rządzących

Agaton Koziński

- Martwi mnie konflikt z Komisją Europejską. Miałem nadzieję, że uda się go uniknąć - mówi Artur Balazs, minister w rządach Tadeusza Mazowieckiego, Jana Olszewskiego i Jerzego Buzka.

I Pana partia Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe znów ma ministra w rządzie.
Rozumiem, że ma pan na myśli Marka Zagórskiego?

Ostatni prezes SKL - był nim do 2014 r., kiedy partia została rozwiązana.
Marek Zagórski to polityk w pełni dojrzały i samodzielny. Gdy SKL zakończył swoją aktywność na scenie politycznej, on wybrał swoją drogę.

Ale SKL swej aktywności nie zakończył - połączył się w 2014 r. z Polską Razem Jarosława Gowina. Zagórski został wiceprezesem tej partii.
W tym połączeniu bardziej chodziło o to, by dobić do jakiegoś portu. Gdy to się udało, szyld SKL przestał istnieć. A dzisiaj Marek Zagórski swoje decyzje podejmuje autonomicznie. Zresztą dawni ludzie ze stronnictwa są wszędzie, i w PiS, i w Platformie, i innych partiach.

Ale na pewno telefon od Pana odbierze.
Staram się ludziom nie naprzykrzać telefonami. Natomiast mam nadzieję, że gdybym zadzwonił, to telefon odbierze ode mnie każdy. Jestem znany z tego, że jestem gotów rozmawiać z każdym, z każdego miejsca sceny politycznej - od Aleksandra Kwaśniewskiego przez Jerzego Buzka po Jarosława Kaczyńskiego. W Polsce mamy deficyt wspólnoty, trzeba jej odbudować. Na razie jednak tak się nie dzieje, z każdym rokiem jest coraz trudniej, okopy, w których tkwią siły polityczne, są coraz głębsze. To jest dla Polski niebezpieczne.

Teraz Marek Zagórski wystąpił z partii Jarosława Gowina i wstąpił do PiS-u. Dlaczego? Tak wyszło z kart, czy uznał, że mała partia nie rokuje?
Nie mogę mówić za Marka. Co do mnie, liczyłem, że wprowadzając część SKL-u do partii Gowina, powstanie w niej silne skrzydło ludowe, które przedstawi polskiej wsi ofertę będącą mieszanką nowoczesności z konserwatyzmem. Tak się nie stało. Podobna sytuacja była zresztą powodem mojego rozstania z Platformą Obywatelską - bo ta partia, mówiąc delikatnie, kompletnie nie rozumiała polskiej wsi. Nie wiem, jaką motywację miał Marek Zagórski, ale widać, że w partii Gowina skrzydło ludowe nie zostało w ogóle zbudowane.

Decydując się na połączenie z partią Gowina udzielił mu Pan politycznego wsparcia. Teraz je Pan cofa?
Niczego nie cofam. Z sympatią się odnosiłem do tego, co Gowin z Zagórskim robili. Teraz mam do tego większy dystans, z powodu, o którym mówiłem przed chwilą - ale od tego pomysłu całkowicie się nie dystansuję.

Po wakacjach zacznie się seria trzech kolejnych kampanii wyborczych, zwieńczona wyborami parlamentarnymi. W praktyce w czerwcu skończy się obecna kadencja. Co od wyborów udało się PiS zrobić?
W pewnych obszarach zrobili więcej niż się spodziewałem - dotyczy to przede wszystkim kwestii społecznych, pomocy najbardziej potrzebującym. Mówię o „500 plus” i obniżeniu wieku emerytalnego. Ale też nie będę taił, że mam swoje wątpliwości.

W jakiej kategorii?
Martwi mnie konflikt z Komisją Europejską. Miałem nadzieję, że uda się go uniknąć.

W sensie, że uda się szybko wygasić procedurę wokół art. 7, czy liczył Pan, że ona w ogóle nie zostanie uruchomiona?
Art. 7 to symbol tego konfliktu - bo nie wierzę, żeby kiedykolwiek został on zastosowany w praktyce. Ale już samo sięgnięcie po ten artykuł uważam za bardzo dla Polski szkodliwe. To forma politycznego napiętnowania, osłabienia naszej pozycji zagranicą. Mówię to ze smutkiem, wolałbym, żeby to się Polsce nie przydarzyło.

Ale się stało. Jarosław Kaczyński szybko zareagował zmieniając premiera. Mateusz Morawiecki otrzymał jasne zadanie załagodzenia sporu z Brukselą. Jak Pan ocenia działania szefa rządu?
Pozytywnie się zmieniła forma dialogu między Polską i Komisją Europejską. To efekt tego, że doszło do wymiany premiera oraz ministra spraw zagranicznych. Ale jestem daleki od twierdzenia, że jesteśmy w przededniu zakończenia tej procedury.

Frans Timmermans wspominał, że może do tego dojść nawet w połowie maja.
Nie sądzę, żeby dotychczasowe ustępstwa, które zaproponowała strona polska, wystarczyły do zakończenia tej sprawy. Te gesty to za mało, żeby doszło do porozumienia między Warszawą i Brukselą. Możliwe, że będą potrzebne dodatkowe elementy.

Słychać, że Polska wprowadzi zmiany w skardze nadzwyczajnej. Fransowi Timmermansowi zależy jeszcze, by nie skracać kadencji I prezes Sądu Najwyższego.
Nie mam wiedzy na temat rozwiązań szczegółowych, ale słuch mam dobry. Elementy reformy wymiaru sprawiedliwości, które także u prawników związanych z PiS budziły wątpliwości pod kątem ich zgodności z konstytucją, dziś okazują się największą przeszkodą w relacjach z Brukselą.

Jak daleko PiS jest skłonny się cofnąć, żeby załagodzić konflikt z Brukselą?
Nikt nie będzie przymuszał rządu do działań skrajnych. Szukanie kompromisu będzie polegało na korygowaniu tych zmian, które budziły najwięcej wątpliwości, mogły naruszać konstytucję. Naprawdę bardzo niewiele trzeba zrobić, żeby te korekty zakończyć.

Pan lata często do Brukseli. Jak Pan ocenia nastawienie Komisji Europejskiej? W tych zarzutach wobec Polski mają dobre intencje, czy złe? Chronią przed łamaniem konstytucji, czy próbują w ten sposób grillować rząd, który im się nie podoba?
Jesteśmy już bliżej niż dalej porozumienia Komisji z Polską. Ono jest bardzo potrzebne obu stronom. Na pewno nie można mówić, że któraś ze stron wygra lub przegra to starcie. I jedni i drudzy czują potrzebę wypracowania porozumienia, choć chyba Bruksela większą.

Mateusz Morawiecki został premierem, by załagodzić konflikt z Brukselą. Ale abstrahując od tego. Bardziej się on Panu podoba jako premier, czy jednak wolał Pan Beatę Szydło?
Zamiana na stanowisku premiera odbyła się w optymalnym momencie. Także personalnie była to decyzja trafiona. I nie chodzi tu nawet o to, że Mateusz Morawiecki jest lepszym politykiem od Beaty Szydło. W niektórych dziedzinach jest lepszy, w innych słabszy. Na pewno nowy premier poprawił nasze notowania w Brukseli. Z drugiej strony jego komentarz w Monachium był mało zręczny. Nie mówi się tego, co się wie - wie się, co się mówi.

Pozostało jeszcze 59% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Agaton Koziński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.