Arcybiskup Marek Jędraszewski po trzech latach we frontowym okopie

Czytaj dalej
Fot. Fot. Lukasz Kaczanowski/Polska Press
Marek Kęskrawiec

Arcybiskup Marek Jędraszewski po trzech latach we frontowym okopie

Marek Kęskrawiec

28 stycznia 2017 roku arcybiskup Marek Jędraszewski został głową Kościoła krakowskiego. Tak postanowił papież Franciszek. Minęły trzy lata i archidiecezja, która wcześniej była miejscem eleganckich dyskusji ideowych, stała się istnym polem bitwy. „Tygodnik Powszechny”, „Znak”, a także część duchownych skupionych wokół jezuitów i dominikanów - jest z arcybiskupem w stanie wojny.

Ale i on nie jest na tym froncie samotny, mając u boku radykalne środowisko skupione wokół wydawnictwa „Biały Kruk”, a także prominentnych krakowskich polityków, jak prezydent Andrzej Duda i wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. - Toczy się u nas ostra walka cywilizacyjna i w niej Kościół jest obiektem ordynarnych ataków. W tym kontekście ostre wypowiedzi arcybiskupa tylko przywracają równowagę - uważa prof. Terlecki.

- Jego trzy lata w Krakowie oceniam fatalnie - mówi z kolei Adam Szostkiewicz, dziennikarz „Polityki”, a wcześniej przez 10 lat „Tygodnika Powszechnego”. - Poprzednicy abp. Jędraszewskiego, kardynałowie Wojtyła, Macharski, a nawet Dziwisz, byli liderami jednoczącymi Kościół wokół wspólnego dobra. Nie sposób zestawić ich dzieła z obecnym seansem kolejnych podziałów i wykluczeń, wręcz kopania rowów między katolikami. To zmarnowany, pełen zapiekłości, fatalny czas, który niezwykle osłabił Kościół polski. Dla Franciszka stał się on wręcz Kościołem peryferyjnym.

Co się stało? „Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa” - to najczęściej przytaczane słowa abp. Jędraszewskiego, wygłoszone w ub. roku w rocznicę Powstania Warszawskiego. Mówiły o niepokojącej ofensywie ideologicznej i obyczajowej środowisk LGBT. Jednym Polakom podobała się ta wyrazistość, daleka od męczącej politycznej poprawności. Dla innych wypowiedź była oburzającym uproszczeniem, porównującym emancypację środowisk homoseksualnych do totalitarnego ustroju, narzuconego siłą przez sowieckie, uzbrojone po zęby imperium.

***

Kilka miesięcy wcześniej, w czasie słynnej konferencji w marcu 2019 r., podczas której prymas Polski Wojciech Polak z pokorą mówił o zjawisku pedofilii wśród księży - abp Jędraszewski stwierdził: - Kościół musi wzywać do nawrócenia, pokuty i okazywać miłosierdzie sprawcom, jeśli oni chcą rzeczywiście podjąć nowe życie - powiedział abp Jędraszewski, zalecając wobec sprawców „nieskazitelną stanowczość”, zamiast „zera tolerancji”, bo takie stwierdzenie ma charakter totalitarny i kojarzy mu się z polityką hitlerowców i stalinistów. Niby oczywistość, ale w kontekście okazania braku empatii wobec ofiar oraz trwającego latami milczenia w sprawie molestowania kleryków przez abp. Juliusza Paetza (Jędraszewski przez lata był biskupem w Poznaniu) - jego kontrowersyjna wypowiedź zdominowała przekazy medialne, wypaczając sens całej konferencji.

Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej, broni jednak arcybiskupa i uważa, że jest on ofiarą nagonki mediów, które celowo wypaczają jego słowa i nadają im skrajny wydźwięk, abstrahując od kontekstu. Nawet w cytacie o „tęczowej zarazie” nie widzi przesady, przypominając, że już Jan Paweł II mówił o „cywilizacji śmierci”. Takiego też sformułowania użył Jędraszewski, komentując czarne marsze kobiet sprzeciwiających się zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, co wzbudziło oburzenie także wśród części katolików. - Zarzuca się mu wchodzenie w politykę, ale on tylko postępuje zgodnie ze swoim powołaniem - twierdzi Przeciszewski. - Ma pełne prawo zabierać głos w sprawach największych zagrożeń dla moralności katolickiej i całej naszej cywilizacji. Jan Paweł II mówił, że Kościół powinien być krytycznym sumieniem demokracji. I taki jest głos arcybiskupa, gdy sprzeciwia się zaczerpniętej z Engelsa ideologii Grety Thunberg, która za kryzys klimatyczny obwinia patriarchalną rodzinę. Czas spędzony przez Marka Jędraszewskiego w Krakowie to ważne trzy lata, zarówno dla niego, jak i dla całego Kościoła w Polsce. Arcybiskup pełni dziś niezwykle ważną rolę w episkopacie, uczestniczy w najważniejszych debatach, jego wyrazisty głos jest dla wielu wiernych drogowskazem - wylicza.

Abp Jędraszewski znany jest z pełnego pasji ostrzegania przed katastrofą, jaka grozi nam wraz z odejściem Europy od chrześcijańskich korzeni. Coraz popularniejsze w Polsce Halloween określa jako pogańskie i antychrześcijańskie święto, sięgające celtyckiej tradycji boga śmierci. Radzi dorosłym, by chronili „dzieci i młodzież przed obrazami grozy i strachu”, które propagowane są nawet w przedszkolach. Taki sam pogański rodowód przypisuje ideologii LGBT i multikulturalizmowi. „Jak tak dalej będzie, ja sobie łatwo mogę wyobrazić, że za jakiś czas - mam nadzieję, że ja już tego nie dożyję - powiedzmy w roku 2050, nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim, tu na terenie Europy, tak jak Indianie w USA w rezerwatach”.

Niektóre z wypowiedzi sprawiły, że abp Jędraszewski usłyszał ostre słowa nie tylko od ludzi świeckich, ale także od duchownych. I to z Krakowa. Dr Krzysztof Mądel, jezuita, filozof i etyk, jeszcze w 2015 r. stwierdził: „Żyj nadal w swoim świecie, ale czyściec cię nie ominie”. Była to odpowiedź na poglądy abp. Jędraszewskiego, podważające oficjalne przyczyny katastrofy smoleńskiej i sugerujące, że ówczesny rząd specjalnie oddał śledztwo Rosji, by uciec od prawdy. Inny krakowski jezuita, dr Jacek Prusak (teolog i zarazem psycholog oraz terapeuta) w kontekście poglądów wygłoszonych podczas słynnej konferencji na temat pedofilii, stwierdził, że wierni nie muszą słuchać biskupa, jeśli ten nie głosi ewangelii, tylko rani ludzi. Mają też prawo nawet protestować.

Kto wie, czy tak krytyczne głosy jezuitów (właściwie ich części) nie przyczyniły się do tego, iż właśnie w ich kościele arcybiskup zażyczył sobie miejsca dla kolejnego wykładu o „tęczowej zarazie”.

Abp Jędraszewskiemu nie sposób odebrać inteligencji i wykształcenia. Jest w końcu profesorem. Ale i jemu zdarzały się kompromitujące dla naukowca wpadki, jak choćby ta z cytowaniem ironicznego tekstu amerykańskiego historyka, który w historii Polski czasów Mieszka umieścił Kpinomira, Biustynę, Całusławę i Udowitę…

***

Gdy się przypomni te wszystkie kontrowersje, trudno uwierzyć, że Jędraszewski otrzymał nominację na metropolitę krakowskiego z rąk Franciszka, głoszącego zupełnie inne poglądy. Zdaniem Dominiki Kozłowskiej, redaktor naczelnej miesięcznika „Znak”, papież mógł zapamiętać Marka Jędraszewskiego ze spotkania biskupów na Wawelu podczas ŚDM w 2016 r. Abp miał wtedy zadawać bardzo interesujące pytania dotyczące sposobów ewangelizowania młodzieży. Z kolei Adam Szostkiewicz dodaje, że za decyzją Franciszka mógł też stać przebywający od ponad pół wieku w Rzymie kardynał Zenon Grocholewski, który pamiętał Jędraszewskiego z czasów, kiedy miał on opinię błyskotliwego intelektualisty i potrafił godzinami prowadzić dysputy na temat Jean Paula Sartre’a lub Emmanuela Levinasa. Dziś niewiele z tego zostało. Arcybiskup kompulsywnie straszy wiernych zagrożeniami, jakie dla współczesnego Kościoła stanowić mają rzekomo tzw. lewactwo, środowiska homoseksualne oraz ekolodzy. - Najprawdopodobniej to jest właśnie przyczyna, dla której Franciszek postanowił nie przyznawać Jędraszewskiemu kapelusza kardynalskiego, choć wcześniej biskupi krakowscy dostawali go niemal automatycznie - zwraca uwagę Szostkiewicz. To prawda: w panteonie ostatnich metropolitów krakowskich mamy Adama Sapiehę, Karola Wojtyłę, Franciszka Macharskiego i Stanisława Dziwisza - wszyscy byli kardynałami.

***

Faktem jest jednak, że jeszcze przed Jędraszewskim dochodziło w Krakowie do napięć, np. między kard. Dziwiszem a „Tygodnikiem Powszechnym”. Tyle że Dziwisz to konserwatysta na wskroś krakowski, spokojny, słuchający ludzi. Taka też była za jego czasów kuria: pełna ludzi i żywa. Dziś jest jak twierdza, do której dostęp mają tylko ludzie zapatrzeni w nowego pasterza. Nawet duchownym ciężko o audiencję, nie mówiąc o dziennikarzach, którzy są uważnie selekcjonowani. Tak samo zresztą jak pracownicy biura prasowego archidiecezji, skąd z początkiem jesieni musiały odejść trzy z pięciu pracownic. Na bruk poszły kobiety samotnie wychowujące adoptowane dzieci. Przetrwały te mające mężów i tworzące przykładne rodziny. Takimi posunięciami arcybiskup zraża do siebie nawet dawnych zwolenników, jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Uważa on dziś, że Jędraszewski miesza religię z polityką, wspierając niemal otwarcie rząd PiS oraz podjął fatalną decyzję, zapraszając na procesję św. Stanisława abp. Sławoja Leszka Głódzia, oskarżanego o mobbing i życie w przepychu.

Dominika Kozłowska przypomina pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie z arcybiskupem, podczas którego narzekał on na poprzednią swą diecezję, łódzką, gdzie nie było rzekomo warunków do pracy duszpasterskiej. Powód? Za komunizmu kobiety nie siedziały tam w domach, tylko pracowały w szwalniach, przez co nie opiekowały się dziećmi i nie przekazały wiary kolejnemu pokoleniu. - Atmosfery tego spotkania nie dało się porównać z rozmowami z niezwykle wrażliwym, otwartym na różne środowiska biskupem pomocniczym Grzegorzem Rysiem. To właśnie on wyjechał potem z Krakowa, aby objąć opuszczoną przez Jędraszewskiego diecezję w Łodzi. I robi tam piękne rzeczy - opowiada Kozłowska. - W tym czasie nowy krakowski metropolita zaczął wchodzić w ostre spory, dzielić katolików, a potem przedstawiać siebie jako ofiarę ataków, które przecież sam wielokrotnie, publicznie prowokował zdumiewającymi wypowiedziami.

Te wypowiedzi nie zrażają jednak zwolenników arcybiskupa. Jednym z nich jest związany z „Białym Krukiem” znany fotografik Adam Bujak, który mówi dosadnie: - Głos arcybiskupa jest radykalny, bo inaczej nie da się walczyć z tą ordynarną falą pedalstwa, z promowaniem eutanazji i aborcji. To jest wspaniała, odważna postać kontynuująca dzieło prymasa Wyszyńskiego, kardynałów Wojtyły i Kominka. Na spotkania z nim przychodzą tłumy dzieci i młodzieży, ale tego większość mediów nigdy nie pokaże. Wolą manipulować jego wypowiedziami.

Fakt, bywa i tak. Niedawno media cytowały wypowiedź abp. Jędraszewskiego o zagrożeniu „ekologizmem”. Tymczasem on takiego słowa nie użył. Padło na samym początku długiego pytania zadanego przez dziennikarza TV Republika. W rzeczy samej był to najbardziej proekologiczny wywiad Jędraszewskiego, w którym zwrócił uwagę na to, że od XVII wieku wielu ludzi uważa, iż świat jest przedmiotem, który można bezkarnie wykorzystywać do bogacenia się, z wszystkimi kosztami, łącznie z jego zniszczeniem. Taka postawa, zdaniem arcybiskupa, wymaga głębokiego nawrócenia i ponownego uszanowania bożego dzieła.

Inna sprawa, że z ust krakowskiego pasterza padały już tak zaskakujące opinie, że przestano badać wiarygodność źródeł. A to, niestety, zasługa samego abp. Marka Jędraszewskiego.

Marek Kęskrawiec

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.