Ania Wyszkoni: Bałam się, że na zawsze stracę głos

Czytaj dalej
Fot.
Paweł Gzyl

Ania Wyszkoni: Bałam się, że na zawsze stracę głos

Paweł Gzyl

Ania Wyszkoni opowiada nam o tym, jak doświadczenie poważnej choroby odmieniło jej spojrzenie na siebie i swoje życie.

Dostajemy właśnie ponownie Twoją ostatnią płytę - „Jestem tutaj nowa”. Skąd pomysł na jej reedycję?

To pewnego rodzaju tradycja w moim dorobku. Każda poprzednia moja solowa płyta doczekała się „platynowej” reedycji. Za każdym razem bardzo dbałam, aby to było wydawnictwo zaskakujące. Stąd nowa oprawa graficzna i nowe piosenki. Najważniejszą nowiną „platynowej” edycji „Jestem tu nowa” jest to, że dodano do niej drugą płytę - zapis moich koncertów akustycznych. Czekało na to wielu fanów. Bardzo często otrzymywałam takie sygnały od ludzi, że bardzo by chcieli te akustyczne wersje moich największych przebojów mieć również na płycie. Aby móc zabrać wspomnienia z koncertu do domu.

„Jestem tu nowa”, w przeciwieństwie do Twoich dwóch poprzednich płyt solowych, jest mniej liryczna, a bardziej dynamiczna. Z czego to wynika?

Ja się zmieniam. Chcę nieustannie zaskakiwać, proponować coś nowego. Nie chcę się znudzić moim słuchaczom. Kiedy nagrywałam piosenki na „Jestem tu nowa”, poczułam, że dostałam nowe życie - i chciałam to zaznaczyć również w muzyce swoją energią. Stąd też i bardziej dynamiczny charakter piosenek.

No właśnie: przed nagraniem chorowałaś na nowotwór tarczycy, który udało Ci się pokonać. Jaki to miało wpływ na Twoje piosenki?

Myślę, że ogromny. Bo wszystkie piosenki powstały po pokonaniu przeze mnie choroby. „Jestem tu nowa” to jednak nie jest płyta o chorobie. To płyta silnej kobiety, która ma za sobą pewne doświadczenia - i pokonała je. Dzisiaj wiem, że życie może nam spłatać niejednego figla i trzeba być na wszystko przygotowanym. Ale trzeba też biec przez życie z dużą pewnością siebie. I czerpać z niego jak najwięcej. Bardzo często zapominałam o tym przed chorobą, ale teraz na takie zapominanie już sobie nie pozwalam.

Najbardziej martwiłam się o swoje struny głosowe. Już po operacji wiedziałam jednak, że wszystko jest w porządku

Operacja usunięcia nowotworu tarczycy jest niebezpieczna dla strun głosowych. Obawiałaś się, co będzie z Twoim śpiewaniem?

To była moja największa obawa. Jeśli chodzi o samo doświadczenie choroby, to usłyszałam opinię, że jeśli chorować na nowotwór, to najlepiej na nowotwór tarczycy, bo jest on w stu procentach uleczalny (śmiech). Dlatego najbardziej się martwiłam o swoje struny głosowe. Już po operacji wiedziałam jednak, że wszystko jest w porządku, i po trzech tygodniach stałam na scenie przed publicznością. Patrzę więc na to doświadczenie pod tym kątem: dzisiaj wiem, że jestem silną kobietą i niewiele mnie jest już w stanie zaskoczyć w życiu. Trzeba być tylko wytrwałym - i pokonywać przeszkody.

W dalszej częście wywiadu:

  • Jak choroba zmieniła Anię Wyszkoni?
  • Dlaczego związek piosenkarki "nie jest usłany różami"?
  • Jak artystka definiuje swoją kobiecość?

 

Pozostało jeszcze 72% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.