Andrzej Maleszka i jego magiczny świat

Czytaj dalej
Fot. Foto Bosiacki
Marek Zaradniak

Andrzej Maleszka i jego magiczny świat

Marek Zaradniak

Z Andrzejem Maleszką, pisarzem i reżyserem rozmawiamy o fenomenie serialu książkowego „Magiczne drzewo”, o tym jak mogą zagrażać nam roboty i jaki wpływ na jego książki mają czytelnicy.

Właśnie ukazał się dziesiąty tom pańskiego cyklu „Magiczne drzewo” - „Czas robotów”. Czy przypuszczał pan, że będzie ich aż tyle. Wydawnictwo Znak planowało 7 tomów...

Andrzej Maleszka: „Magiczne drzewo” obchodzi dziesiąte urodziny. Pierwszą powieść z tego cyklu - „Czerwone krzesło”, napisałem w 2008 roku. W niedzielę mieliśmy w Krakowie urodzinowe spotkanie, na które przyjechały setki fanów powieści z całej Polski. Wcześniej świętowaliśmy urodziny „Magicznego drzewa” w Poznaniu. Czy myślałem, że ta powieść będzie mi towarzyszyć przez tyle lat? Chyba nie. Ale z pisaniem jest tak, jak z poznawaniem innego człowieka. Najpierw nie wiesz kim jest, a potem odkrywasz, że to ktoś bliski, ktoś, kogo długo szukałeś… Fenomenem „Magicznego drzewa” jest silna więź z czytelnikami. Niektórzy towarzyszą „Magicznemu drzewu” od początku, teraz mają 18 lat i więcej. Ale wciąż przybywają nowi czytelnicy. Większość urodziła się później niż ta seria. Mam poczucie, że tworząc „Magiczne drzewo” prowadzę ważną rozmowę z dziećmi. I że tej rozmowy nie wolno przerwać.

Dlaczego jak do tej pory sfilmowano tylko pierwszy tom „Czerwone krzesło”?

Dlatego, że trudno mi łączyć zawód pisarza i reżysera. Reżyseria filmu to kilka lat ciężkiej pracy. Wtedy nie da się pisać powieści. Teraz skupiam się na pisaniu, ale jestem pewny że kiedyś wrócę do filmu. Tworzenie powieści i filmów to coś kompletnie innego. Pisząc jest się samemu z kartką albo laptopem. To zajęcie dla samotników. Film to coś kompletnie innego. Stale się jest wśród dużej grupy ludzi. Ekipa to sto osób albo więcej. Film to jest w połowie sztuka, a w połowie technika i zarządzanie wielkim zespołem.

Który z tomów „Magicznego drzewa” okazał się największym sukcesem?

Na spotkaniach pytam czytelników: „Który tom lubisz najbardziej?”. Prawie zawsze mówią: „wszystkie”. Dla mnie to chyba powód do dumy. Bo w pracy jestem bardzo „poznański”. Chcę by to, co robię było jak najlepsze. Wydawca nie ma ze mną łatwego życia, bo potrafię na dzień przed drukiem coś jeszcze poprawiać.Ja mam swoje ulubione części cyklu. Lubię powieść „Olbrzym”, o chłopcu który stał się tak silny, że niechcący niszczy różne rzeczy. On walczy z tajemniczym „Olbrzymem” ale trudniejsze jest dla niego zapanowanie nad własną siłą. Mam też ogromny sentyment do najnowszej powieści: „Czas robotów”.

Pozostało jeszcze 71% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.