Afera gruntowa: Henryk B. zachorował, ale "podleczyli" go biegli

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Łukasz Cieśla

Afera gruntowa: Henryk B. zachorował, ale "podleczyli" go biegli

Łukasz Cieśla

Gigantyczny proces dotyczący afery gruntowej stanął pod znakiem zapytania. Oskarżony Henryk B. najpierw nie zgodził się na prowadzenie rozpraw pod jego nieobecność. Potem zgłosił poważne kłopoty ze zdrowiem. Jak zareagował sąd?

Afera gruntowa, w której oskarżeni mają zarzuty wielu wyłudzeń nieruchomości, kilka tygodni temu utknęła w martwym punkcie. Kolejne rozprawy spadały z wokandy, bo jeden z oskarżonych – Henryk B. – zaczął się skarżyć się na pewne poważne schorzenia. Ogólnie mówiąc chodziło o rzekome kłopoty z psychiką uniemożliwiające jego udział w procesie.

Efekt był taki, że wstrzymano przesłuchania kolejnych ofiar. Wskutek zaciągnięcia pożyczki pod zastaw często traciły dorobek całego życia.

– W marcu tego roku, po przerwie w jednej z rozpraw, oskarżony nie pojawił się już na sali. Potem przedstawił dokumentację medyczną wskazującą na poważne kłopoty zdrowotne

– mówi sędzia Aleksander Brzozowski, rzecznik poznańskiego Sądu Okręgowego.

Kolejne rozprawy były odwoływane, ponieważ wcześniej oskarżony Henryk B. nie wyraził zgody na ich prowadzenie pod jego nieobecność. Potem zaczął skarżyć się na kłopoty zdrowotne. Trafił też na oddział jednego ze szpitali.

Prowadząca sprawę sędzia Dorota Biernikowicz postanowiła zweryfikować stan zdrowia Henryka B. Powołała biegłych.

– W poniedziałek przebadali oskarżonego i stwierdzili, że może uczestniczyć w trwającym procesie – podkreśla Aleksander Brzozowski, rzecznik poznańskiego sądu.

Dzięki temu ostatnia rozprawa, zaplanowana na wtorek, odbyła się i wysłuchano zeznań kolejnej z ofiar. Rozprawa rozpoczęła się jednak nie bez kłopotów. Henryk B. próbował ją odroczyć.

– Na sali pojawił się w klapkach i szpitalnym stroju, towarzyszył mu sanitariusz. Przez kilkadziesiąt minut wpływał na sąd, by ten odroczył rozprawę. Twierdził, że źle się czuje, albo że musi iść do toalety. Sędzia prowadząca sprawę była nieugięta i proces ruszył

– opowiada nam jeden z prawników.

Henryk B. po kilku godzinach wtorkowej rozprawach opuścił sąd i pojechał do szpitala. Kolejne rozprawy, jak mówią nam prawnicy, mogą się odbyć bez przeszkód. Chyba że niebawem powoła się na inne schorzenie rzekomo uniemożliwiające pojawienie się w sądzie.

Poznaniak występuje też w roli oskarżonego w procesie prowadzonym w Sądzie Okręgowym w Gdańsku. W tej sprawie odpowiada za posiadanie i handel narkotykami. Śledczy zarzucają mu obrót ponad 20 kilogramami amfetaminy. Proces jest na zaawansowanym etapie i jest fragmentem wielkiego śledztwa dotyczącego gangu handlarzy narkotyków. Towar był produkowany na Podhalu, ale także sprowadzany do Polski z Ameryki Południowej.

Obrońcą Henryka B. w gdańskim procesie jest adw. Piotr Kardas. Zapewnia, że jego klient nie próbuje opóźnić wydania wyroku.

– Mój klient wcześniej prezentował stanowisko, że chce uczestniczyć w poszczególnych rozprawach. Od pewnego czasu, gdy objawiły się jego kłopoty zdrowotne, sąd ustala, czy może uczestniczyć w dalszych czynnościach. Biorąc pod uwagę poszczególne orzeczenia lekarskie wskazujące, że cierpi na poważne schorzenie, mogę powiedzieć, że Henryk B. nie stosuje obstrukcji procesowej. Nie traktuje instrumentalnie swoich kłopotów zdrowotnych w celu przedłużenia procesu

– przekonuje adw. Piotr Kardas.

Gdański sąd także weryfikuje stan zdrowia Henryka B. Gra toczy się o to, czy poznaniak zostanie skazany, czy też uniknie ewentualnej kary za narkotyki. Przed laty siedział już za narkotyki w więzieniu w Szwecji.

Poznańscy śledczy są przekonani, że Henryk B. dorobił się pieniędzy właśnie na handlu substancjami odurzającymi. Potem miał zainwestować pieniądze m.in. w zakup kamienicy w Poznaniu oraz w udzielanie podstępnych pożyczek pod zastaw nieruchomości. Służyć miało to przejmowaniu nieruchomości wielu osób.

Zdaniem prokuratury, Henryk B. i kilkanaście innych osób stworzyło grupę przestępczą zajmującą wyłudzeniami gruntów, również od ubogich rolników. Na ławie oskarżonych w tzw. aferze gruntowej zasiadają nie tylko ludzie z poznańskiego półświatka, ale także adwokat oraz dwoje poznańskich notariuszy. Jeden z nich, notariusz C., obecnie siedzi więzieniu, bo został skazany w innej, podobnej sprawie.

Łukasz Cieśla

Głównie piszę o sprawach kryminalnych, czasami o polityce. Ale chętnie podejmuję również inne, ciekawe i kontrowersyjne tematy.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.