Marek Weiss

100 lat temu zginął słynny Czerwony Baron. As niemieckiego lotnictwa część życia spędził w Ostrowie Wielkopolskim

O tym, że baron był mieszkańcem ulicy Raszkowskiej, przypomniano sobie dopiero w roku 2009, kiedy to w miejscowym Urzędzie Stanu Cywilnego przypadkowo Fot. Wikipedia O tym, że baron był mieszkańcem ulicy Raszkowskiej, przypomniano sobie dopiero w roku 2009, kiedy to w miejscowym Urzędzie Stanu Cywilnego przypadkowo odnaleziono jego akt zgonu, co stało się światową sensacją.
Marek Weiss

Mija 100 lat od śmierci Manfreda von Richthofena, który przeszedł do historii jako Czerwony Baron. Część swojego krótkiego, bo niespełna 26-letniego życia niemiecki pilot spędził w Ostrowie Wielkopolskim. Tu pełnił służbę i stąd wyruszył na drugą stronę Prosny, do podkaliskich Chełmc na swoją pierwszą wojenną misję, z powodu której został nawet... przedwcześnie uśmiercony.

Manfred Albrecht von Richthofen urodził się 2 maja 1892 roku we Wrocławiu w średniozamożnej pruskiej rodzinie arystokratycznej, posiadającej dziedziczny tytuł barona. Był drugim z czworga dzieci barona Albrechta von Richthofena i jego małżonki Kunegundy z domu von Schickfus und Neudorff. Jego ojciec był majorem w stanie spoczynku. Przyszły bohater przestworzy w wieku dziewięciu lat przeprowadził się z rodzicami do Świdnicy. Uczęszczał do szkół wojskowych, a następnie w 1911 roku wstąpił do kawalerii.

Przed wybuchem I wojny światowej stacjonował wraz z I pułkiem ułanów śląskich w Ostrowie. Mieszkał wówczas w kamienicy przy ulicy Raszkowskiej 64, gdzie pokoje wynajmowali żołnierze miejscowego garnizonu. W czasie służby patrolował pobliską granicę, przebiegającą wzdłuż Prosny. W swoich późniejszych wspomnieniach często powracał do tego okresu.

W jednym z listów z frontu Richthofen z sentymentem pisał o swych „domowych pieleszach pozostawionych w Ostrowie”. Jak podaje autor książki o Czerwonym Baronie, Maciej Kowalczyk, baron należał do najbardziej zdyscyplinowanych żołnierzy w tutejszym garnizonie. Unikał wszelkich romansów, choć jak wynika z metryk, córka właściciela kamienicy, w której mieszkał, do końca życia została panną, a sąsiadce w tym czasie urodziło się nieślubne dziecko…

Swoją pierwszą wojenną misję von Richtohofen odbył w pierwszych dniach sierpnia 1914 roku, docierając wraz ze swoim niewielkim oddziałem przez Gostyczynę do Chełmc. W tej wiosce zarekwirowano żywność i zaaresztowano miejscowego proboszcza, zamykając go w kościelnej wieży.

Niewiele brakowało by legenda niemieckiego lotnictwa nigdy się nie pojawiła na kartach historii.

Dlaczego dużo nie brakowało, aby Manfred Albrecht von Richthofen, nigdy nie został pilotem? W jakich okolicznościach zginął? W jaki sposób w Ostrowie czczono pamięć o Czerwonym Baronie? Tego dowiesz się z dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 59% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marek Weiss

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.